Potomkowie Jerzego Miery i Zuzanny Koslikin
-
Oszust w surducie
Działo się w Wodzisławiu, dnia pierwszego lutego jedentÿsiącosmsetdziewiętdziesiątdziewiątego roku. Tym zdaniem rozpoczyna się jedno z najciekawszych źródeł pozametrykalnych, jakie miałem okazję analizować w ramach prowadzonych badań. Mowa tu o dwujęzycznej umowie notarialnej z 1899 r. odnalezionej przez Artura Olszara podczas jednej z jego licznych wizyt w raciborskim archiwum. Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją artykułu: Umowy notarialne w badaniach genealogicznych na Śląsku, w którym zmierzyłem się z powyższym dokumentem. Wspomniany tekst znajdziecie na 50 str. „More Maiorum” nr 2 z 2023 r. (do pobrania tutaj).
Słowem wstępu… wspomniana umowa dotyczyła sprzedaży nieruchomości po wywodzącym się z lyseckiej linii rodu zmarłym zagrodniku Karolu Mierze, który jak podaje „Rybniker Kreisblatt” od 23 lutego 1893 r. pełnił również funkcję ławnika w Pszowie. Z treści dokumentu dowiadujemy się, że: Ten sam dziesiątego marca 1896 roku zmarł i pozostawiÿł na erbow: a) jego zona owdowiała Maria Mira rodzona Kabuth, b) jego dzieci z małzenstwa z tom mianowanom: 1. Carolina, zamenzała kopalnik Johann Schiffczyk w Bottrop, 2. Constantin w Lombriasco w Italiji, 3. Paulina zamęzała kopalnik Franz Marek w Bottrop, 4. Anna, zamęzali kopalnik Hermann Piontek w Lehmkuhle, 5. Adolf, kopalnik w Pschowie.
Jak widać, w momencie spisywania umowy wszystkie dzieci małżeństwa za wyjątkiem Adolfa znajdowały się poza rodzinnym Pszowem. O ile Westfalia (Bottrop, Lehmkuhle) była wtedy jednym z głównych kierunków emigracji zarobkowej mieszkańców powiatu rybnickiego, to za wyszczególnionym w tekście włoskim Lombriasco, kryje się zupełnie inna historia.

Fragment umowy dot. Konstantego Miery, AP Rac 18/119/0/89/3147, s. 294
Ta mała miejscowość niedaleko Turynu na przełomie XIX i XX w. była ważnym ośrodkiem narodowym ze względu na działającą tam w latach 1894-1902 szkołę salezjańską dla polskiej młodzieży. Wychowankami placówki byli m.in. ks. Teodor Waleta – działacz plebiscytowy i proboszcz parafii św. Anioła Stróża w Gorzycach, jak również późniejszy prymas Polski – kard. August Hlond. Z uwagi na brak zachowanej dokumentacji, nie znamy dziś dokładnej liczby uczniów wspomnianej szkoły. Ks. Prof. Marek Chmielewski w swoim artykule podaje jednak, że w latach 1890-1902 do tej i podobnych placówek salezjanie przyjęli szacunkowo od 500 do 700 młodych osób pochodzenia polskiego (cały artykuł tutaj).
Warto zastanowić się, w jaki sposób Konstanty Miera dowiedział się o możliwości podjęcia edukacji w dalekich Włoszech. Dzieło wychowawcze salezjanów było szeroko znane w naszym regionie za sprawą wydawanych w języku polskim „Wiadomości Salezjańskich” (dostępne na Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej). Dużą rolę w propagowaniu działań zgromadzenia odegrali również członkowie Stowarzyszenia Pomocników Salezjańskich, do których zadań należało m.in. szukanie ofiarodawców, czy wspieranie prowadzonych przez salezjanów placówek wychowawczych. Zachowały się relacje, mówiące o pomocnikach, którzy ułatwiali młodym kontakt z salezjanami we Włoszech. Wśród licznego grona członków stowarzyszenia (których liczba w 1897 r. wynosiła 16 tyś.), dużą część stanowili mieszkańcy Górnego Śląska. Przykładem mogą być Karol i Maryanna Glentz z Pszowa, wyszczególnieni jako zmarli pomocnicy w maju 1899 r.

Zmarli pomocnicy z Pszowa, https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/233381/edition/212227/content, dostęp: 04.01.2026 r.
Czytając biogramy absolwentów szkoły salezjańskiej w Lombriasco byłem przekonany, że z biegiem czasu natrafię na wzmiankę mówiącą o dalszych losach Konstantego. Nie mógłbym jednak przypuszczać, że jego historia okaże się tak barwna i mówiąc wprost – dość daleka od świętości… Po raz pierwszy lokalna prasa wspomina o nim 13 czerwca 1906 r. kiedy to w „Rybniker Zeitung” ukazuje się następujący artykuł:
Ein falscher Priester wurde am Sonnabend hierselbst in der Person des fruheren Agenten, Bergmannes und Eisenbrehers Constantin Mira aus Pschow festgenommen. Mira kam mit einem zweiten Herrn in ein hiesiges Lokal mit Damenbediennung und suchte, durch die Iiebäugelnden Blicke der schönen Bierhebe entzückt, deren Gunst zu erwerben, indem er sie zu einem Ausflug einlud. Der Ausflug, den Herr Mira mit der Schönen im Geiste schon verwirklicht sah, ging auch in Erfüllung, jedoch ins – Gerichtsgefängnis. Vorher hatte sich der angebliche Geistliche erst unter sicherer Bewachung bei Herrn Pfarrer Dr. Brudniok über seine Studien, die Befugnis zum Tragen der nur einem ausgeweihten Priester erlaubten Kleidung […]. zu verantworden. Am Sonntag vorm. wurde er dem Untersuchnungsrichter vorgeführt und, nachdem er von hiesigen Bürgern als der frühere Agent Mira legitimiert worden, wieder entlassen. M. giebt an, in Italien Theologie studiert zu haben. Er spricht auch etwas Latein und italienisch. Ob es sich bewahrheitet, daß er in verschiedenen Orten Sammlungen als Geistlicher veranstaltet und wie weit seine sonstigen Angaben auf Wahrheit beruhen, dürsten die Ermittelungen ergeben. Gestern wurde der Herr Kaplan im Polizeibureau „ausgekleidet”, worauf er nach Pschow abdampfte. Vor 8 Jahren arbeitete Mira als Eisenbreher in Paruschowitz
Wzmianka z „Rybniker Zeitung”, https://www.sbc.org.pl/publication/1091725, dostęp: 06.01.2026 r.
Tekst można tłumaczyć w następujący sposób: W sobotę (9 czerwca) aresztowano w Rybniku fałszywego księdza – byłego agenta, górnika i hutnika Constantina Mirę z Pszowa. Mira przybył do miejscowej restauracji w towarzystwie drugiego dżentelmena i zachwycony spojrzeniami pięknej kelnerki, postanowił zdobyć jej względy, zapraszając ją na wycieczkę. Wycieczka, którą pan Mira wyobraził sobie z piękną kobietą, rzeczywiście doszła do skutku, tyle że do więzienia w budynku sądu. Wcześniej domniemany duchowny musiał odpowiadać przed ks. Brudniokiem, pod strażą, na temat swoich studiów i pozwolenia na noszenie stroju dozwolonego jedynie księżom wyświęconym. Rankiem następnego dnia został doprowadzony przed sędziego śledczego i po tym, jak miejscowi obywatele potwierdzili, że jest byłym agentem, został zwolniony. Mira twierdzi, że studiował teologię we Włoszech. Mówi też trochę po łacinie i włosku. Czy prawdą jest, że jako duchowny organizował zbiórki pieniędzy w różnych miejscach, a także na ile jego pozostałe twierdzenia opierają się na prawdzie, pokażą dalsze śledztwa. Wczoraj pan kapłan został „rozebrany” na komisariacie policji, po czym wyjechał do Pszowa. Osiem lat temu Mira pracował jako łamacz w hucie na Paruszowcu.
Tego samego wydarzenia dotyczy również druga wzmianka, opublikowana w „Nowinach Raciborskich” 14 czerwca 1906 r.:

Wzmianka z „Nowin Raciborskich”, https://www.sbc.org.pl/publication/167582, dostęp: 07.01.2026 r.
Powyższe fragmenty wskazują jasno, że Konstanty miał swój własny pomysł na wykorzystanie wiedzy zdobytej podczas nauk we włoskim Lombriasco. Trudno powiedzieć kiedy zaczęła się jego „kariera”, ale wygląda na to, że opisana sytuacja nie była debiutem w jego wykonaniu. Pojawiające się w tekście określenie „Agent” należy tłumaczyć jako pośrednika (pracującego np. w biurze notarialnym).
Następnie po dłuższej przerwie, Konstanty pojawia się ponownie 3 maja 1908 r. w „Rybniker Stadtblatt”:
Warnung vor einem Schwindler. Vor 2 Jahren im Sommer erleichterte hier in Rybnik ein Mann im geistl. Ornat, der angab kath. Geistlicher zu sein, verschiedene Personen um erhebliche Geldbeiträge, indem er vorgab, für sie Messen halten zu wollen. Er machte sich schließlich dadurch verdächtig, daß er in hiesigen Restaurants Frauen zu unsittlichen Handlungen überreden wollte, worauf seine Festnahme ersolgte. Bei einer Gegenüberstellung mit dem hiesigen Kaplan stellte sich sein Schwindel heraus. Da nicht genügend Beweise damals vorhanden waren, ließ man den Schwinder wieder laufen. Später ließ sich derselbe im gestlichen Gewande photographieren und sandte die Bilder mit Bettelbriesen an verschiedene Personen. Er nannte sich Mira und gab an die Gelder zu einer Komreise zu benötigen. Nun wurde er steckbrieflich verfolgt und in Ratibor abgeurteilt, aber nach kurzer Zeit wieder freigelassen. An der Osterfeiertagen tauchte er wieder im benachbarten Ellguth und zwar wieder als Geistlicher namens Mira auf und verübte Zechprellereien. Hoffentlich gelingt es bald, seinem Treiben ein Ende zu machen.
Wzmianka z „Rybniker Stadtblatt”, https://www.sbc.org.pl/publication/1085830, dostęp: 07.01.2026 r.
Treść wzmianki przedstawia się następująco: Ostrzeżenie przed oszustem. Latem, dwa lata temu, mężczyzna w stroju duchownym podający się za księdza katolickiego, oszukał w Rybniku kilka osób na znaczne sumy pieniędzy, udając, że chce odprawić dla nich mszę. W końcu doszło do jego aresztowania, po tym jak wzbudził podejrzenia nakłaniając kobiety do oddawania się nieprzyzwoitym czynnościom w lokalnych restauracjach. Jego oszustwo wyszło na jaw podczas konfrontacji z miejscowym księdzem. Ponieważ jednak w tamtym czasie nie było wystarczających dowodów, oszustowi pozwolono pozostać na wolności. Później dał się sfotografować w tym samym stroju i rozsyłał zdjęcia z prośbami o wsparcie do różnych osób. Przedstawiał się jako Mira i twierdził, że potrzebuje pieniędzy na podróż. Następnie był poszukiwany przez policję i sądzony w Raciborzu, ale wkrótce potem został zwolniony. Podczas świąt wielkanocnych ponownie pojawił się w sąsiedniej Ligocie, gdzie podszywając się pod duchownego dopuszczał się przestępstw polegających na zamawianiu jedzenia i ucieczce bez zapłaty. Miejmy nadzieję, że wkrótce uda się położyć kres jego działalności.
Ostatni fragment na jaki trafiłem pochodzi z 8 czerwca 1908 r. Wtedy to informacja o Konstantym pojawiła się na stronach „Dziennika Śląskiego” i „Katolika”. Kilka dni później tekst przedrukowano w „Nowinach Raciborskich” i „Górnoślązaku”.
– Dla przestrogi! Od pewnego czcigodnego ks. proboszcza otrzymujemy co następuje: Kochani rodacy, jakkolwiek piękną cnotą jest wspierać groszem swoim rodaka, zwłaszcza oddanego wyższym naukom, to jednak i pod tym względem trzeba być wielce przezornym. Dla przykładu, oto, co mi się w tych dniach przydało. Przychodzi – niby student czyli kleryk – w okularach, w czarnym surducie, mężczyzna silny, mniejwięcej 30-letni, przedstawia mi się jako Konstanty Mira ze Pszowa, opowiada o przeszłości swej spędzonej w Rzymie na naukach św. teologii, a następnie w Krakowie, skąd z powodu zamknięcia tamtejszego kolegium XX. Pijarów wydalony, teraz niby w drodze do Holandyi do pewnego zakładu Misjonarzy, i prosi o grosz na podróż. Lubo zaraz spostrzegłem, że to jakieś próżne przechwałki, zwłaszcza, że się czarnem na białem wylegitymować nie mógł, ale słysząc, że nie miał nawet czem noclegu zapłacić, obdarzyłem dosyć hojnie i odesłałem z powrotem do Pszowa. Tymczasem zapytałem się w Krakowie i właśnie dzisiaj odbieram króciutką odpowiedź „że to oszust” który tym sposobem, pipisując [!] się dosyć czystą polszczyzną, od dobrodusznych i ofiarnych współrodaków swoich grosz wyłudza. – Dlatego przestrzegam was, kochani rodacy, nie dawajcie wiary pierwszemu lepszemu, choćby miał i okulary i był w czarnym surducie i choćby nawet poprawną polszczyzną do was przemawiał, bo często właśnie tacy, lubo silni i zdrowi, nie chcąc rzetelnie pracować, nadużywają waszej dobroduszności i ofiarności i jako trutnie grosz wasz nieraz ciężko zapracowany wyłudzają. Na takich darmozjadów zwracajcie w danym razie natychmiast uwagę policyi lub żandarma. […]
Wzmianka z „Dziennika Śląskiego”, https://sbc.org.pl/publication/538072, dostęp: 07.01.2026 r.
Po publikacji listu „czcigodnego księdza” Konstanty znika ze stron śląskiej prasy. Ja z kolei nie mogąc poznać zakończenia jego historii, zacząłem zastanawiać się jaki był jej początek… Wiemy już, że nasz przyszły oszust w 1898 r. pracował w hucie na Paruszowcu. Rok później, dwa niezależne źródła świadczą o jego pobycie w Lombriasco: umowa sprzedaży nieruchomości w Pszowie z dnia 1 lutego 1899 r., oraz odpis notarialny sporządzony w Turynie 2 marca 1889 r. (dołączony później do księgi gruntowej).

Odpis aktu notarialnego z Turynu, AP Rac 18/119/0/89/3147, s. 322-323
Nie wiadomo kiedy dokładnie Konstanty zakończył naukę w kolegium św. Joachima w Lombriasco. Można jednak zakładać, że jego formacja duchowa jak i sam pobyt w zakładzie nie przebiegały najpewniej po myśli przełożonych. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na list anonimowego ucznia szkoły, podpisującego się pseudonimem „Noel” z 9 września 1900 r., który dwa tygodnie później został opublikowany w tygodniku „Praca”. Poniżej zamieszczam jego mały fragment (cały tekst tutaj, s. 5-6):
[…] Jednem słowem program jest prawie całkiem – jedyną zachętą. Jest w nim wspomniane, że nauczyciele pracują na chwałę bożą i pożytek młodzieży. Myślę atoli, że mało jest z tego chwały bożej, jeżeli nas chcą przekuć na Włochów, odbijając kłótki od kuferków i wybierając nam dzieła Słowackiego, Mickiewicza, Sienkiewicza i innych klasyków, a dając nam pisarzy włoskich i to – jeszcze nie najlepszych. Szczególnie kleryk włoskiego pochodzenia signor D… odznacza się w tem szpiegostwie, dokuczając Polakom na każdym kroku. Przez niego opuściło zakład trzydziestu uczni, przez niego opuszczam ja i kilku innych te niegościnne strony. Wystarczy powiedzieć, że signor D… – to prawdziwy młot na polską młodzież… […]
Fragment artykułu z „Pracy”: https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/307076/edition/260599/content, dostęp: 08.01.2026 r.
Mimo że autor artykułu próbował później załagodzić sprawę, a sama redakcja tygodnika pisała wprost o utracie zaufania do niego, temat doczekał się kontynuacji m.in. w „Gazecie Opolskiej”, czy „Orędowniku”. Tam M. Juników, nawiązując do cytowanej relacji, ostrzegał czytelników przed zbyt dużą ofiarnością na cele zagranicznych zgromadzeń. Swoje obiekcje dot. trudności z jakimi borykała się polska młodzież zakończył następującymi słowami: […] większa część (uczniów) mimo najlepszych chęci i szczerego powołania opuszcza zakład po kilku latach. I cóż się stanie z tą młodzieżą zniechęconą – wycieńczoną i do żadnej pracy nie zdatną? Najczęściej powiększa ona zastęp naszych półmędrków brukowych. […] (cały tekst tutaj, s. 1).
Czy to właśnie tak wyglądał początek Konstantego jako oszusta w surducie? Choć wiele na to wskazuje, prawdopodobnie nigdy nie uda się tego w pełni potwierdzić. Tak czy inaczej mimo wszelkich starań oo. salezjanów broniących się później na łamach „Wiadomości Salezjańskich” przez zarzutami M. Junikowa (s. 7-10), trzeba przyznać, że jego słowa dość trafnie opisują dalsze losy bohatera niniejszego wpisu. Być może za jakiś czas poznamy kolejne fragmenty tej przedziwnej historii. Wierzę, że Konstanty jeszcze nas zaskoczy.
Pozdrawiam serdecznie
i zapraszam do sekcji komentarzy
AM -
Krzyż z Dzimierza
Po kilku tygodniach pracy nad uruchomieniem strony, przyszedł czas na pierwszy wpis… A skoro jest to pewnego rodzaju początek, to chciałbym poświęcić kilka zdań miejscu, gdzie po raz pierwszy spotkałem się z nazwiskiem Miera niepowiązanym z moją najbliższą rodziną. Każdy kto miał okazję przejeżdżać przez Dzimierz (pow. rybnicki, gmina Lyski) zwrócił zapewne uwagę na kilka bardzo cennych krajoznawczo obiektów: stanowiący wizytówkę miejscowości pałac, jego dawne czworaki (jedne z najpiękniejszych w regionie), kaplicę św. Jana Nepomucena oraz stojący nieopodal skromny kamienny krzyż. To właśnie jemu przyjrzymy się bliżej.


Kamienny krzyż przed kaplicą św. Jana Nepomucena w Dzimierzu, 09.09.2025 r.
Informacje na temat obiektu są bardzo ograniczone. Krótki, ale mimo wszystko najpełniejszy opis jaki udało mi się do tej pory znaleźć podaje w swojej publikacji Anna Gudzik:
288. KRZYŻ NA SKRZYŻOWANIU ULIC POWSTAŃCÓW I RZUCHOWSKIEJ Pamiątkowy, kamienny krzyż mający postać cylindrycznej, niskiej kolumny osadzonej na ośmiobocznym postumencie. Ufundowany ok. 1920 r., aby upamiętnić mieszkańców Dzimierza poległych podczas wojny francusko-pruskiej lub I wojny światowej [rozbieżność w literaturze]. Na postumencie krzyża inskrypcja: „Fldw. Theodor Miera/Karl Steffczyk(!)/Karl Mentzner/Josef Miera”. Krzyż stoi obok kaplicy pw. św. Jana Nepomucena.
A. Gudzik, Małe formy architektury sakralnej na terenie powiatu rybnickiego, Gliwice-Rybnik 2021, s. 152
Już na tym etapie można uznać, że mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju lokalną zagadką. Kolejne pytania rodzą się po bliższych oględzinach, kiedy zauważymy że wieńczący kolumnę krzyż nie stanowi przedłużenia osi pola inskrypcyjnego, a na jego belkach znajdują się dodatkowe (stare) otwory na większą figurę ukrzyżowanego Chrystusa. Z tyłu kolumny znajdziemy za to drugie (częściowo nieczytelne) pole inskrypcyjne, na którym uwzględniono dodatkowych pięć osób: Isidor Kostk[…]/Isidor Niemi[…]/Joseph Kos[…]/Joseph Ma[…]/Jakob S[…]. Napisy te nie są wyczernione, ale zostały wykonane taką samą techniką jak z przodu. Między dwoma polami inskrypcyjnymi (od strony ścieżki do kaplicy), znajduje się sporych rozmiarów uzupełnienie, częściowo nachodzące na drugie pole inskrypcyjne.

Drugie pole inskrypcyjne, widoczne uzupełnienie i kot epigrafik, 09.09.2025 r.
Wszystko wskazuje na to, że pierwotna forma krzyża różniła się znacznie od dzisiejszej. Same zmiany nie są zaś wynikiem przeprowadzonej w ostatnim czasie rewitalizacji, o czym świadczą zdjęcia obiektu z 2012 r. (dostępne na forum Eksploratorzy). Niestety nie udało mi się trafić na żadną wzmiankę prasową dotyczącą losów tajemniczego pomnika. Z genealogicznego punktu widzenia, najważniejsze było jednak ustalenie tego, z którym konfliktem należy wiązać wypisanych na krzyżu poległych. Żeby to sprawdzić sięgnąłem do udostępnionych w sieci, pruskich list strat: wojna prusko-francuska (1870-71), I wojna światowa (1914-18). Po krótkich poszukiwaniach nabrałem pewności, że jest to upamiętnienie ofiar „wielkiej wojny”, urodzonych lub zamieszkałych w Dzimierzu. W oparciu o wspomniane listy oraz dokumentację po dawnym Standesamt Pstrzonsna (dost. w AP Rac i USC Lyski) udało mi się znaleźć 18 takich osób. Byli to:
Izydor Mienietz – ur. 02.04.1885 r. w Ortowicach (pow. Koźle), zamieszkały w Dzimierzu. Syn Alberta i Albiny zd. Faber, mąż Barbary zd. Niebialek. Wymieniony na II polu inskrypcyjnym z błędem w nazwisku (Mienietz-Niemietz). Kapral rezerwy w 9. komp. 3 baonu 4 Górnośląskiego Pułku Piechoty Nr 63. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 01.10.1914 r.
Paweł Kasperzetz – ur. w Dzimierzu, prawd. 08.07.1884 r. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Rezerwista 2 komp. 1 baonu Rezerwowego Pułku Piechoty Nr 22. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 04.10.1914 r.
Paweł Heisig – ur. 18.01.1883 r. w Dzimierzu, górnik, syn Ludwika i Natalii zd. Rohrbeck. Mąż Klary zd. Schymik. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Milicjant 2 Pomorskiego Pułku Piechoty Obrony Krajowej Nr 9. Informacja o śmierci w wyniku choroby (zapalenie płuc) na liście strat z dnia 27.11.1914 r.
Józef Kremliczek – ur. 27.10.1887 r. w Gołkowicach (pow. Rybnik), zamieszkały w Dzimierzu. Mąż Petroneli zd. Blandowski. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Rezerwista, koniuch 12 komp. 3 Górnośląskiego Pułku Piechoty nr 62. Według aktu zgonu poległ 16.02.1915 r. w Nogent-l’Abbesse (Francja). Informacja o śmierci na liście strat z dnia 05.03.1915 r.
Karol Grzenia – ur. 14.01.1891 r. w Dzimierzu, górnik, syn Jana i Marianny zd. Kasperzetz. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Służył w 7 komp. Pułku Piechoty Nr 333. Poległ 06.09.1915 r. pod Oranami (Litwa). Informacja o śmierci na liście strat z dnia 15.11.1915 r.
Franciszek Sczasny – ur. w Dzimierzu, prawd. 07.10.1877 r. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Służył w 11 komp. Rezerwowego Pułku Piechoty Nr 38. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 20.04.1916 r.
Jakub Schaverna – ur. 23.07.1893 r. w Dzimierzu, górnik, syn Józefa i Joanny zd. Karas. Wymieniony na II polu inskrypcyjnym. Starszy szeregowy zapasowego baonu 2 Mazurskiego Pułku Piechoty Nr 147. Według aktu zgonu poległ 29.07.1917 r. podczas walk pozycyjnych przy trasie Chemin des Dames (Francja). Informacja o śmierci na liście strat z dnia 21.08.1917 r.
Karol Skupien – ur. 28.10.1886 r. w Dzimierzu, syn Jana i Florentyny Baszczok. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Rezerwista 4 komp. 1 baonu Rezerwowego Pułku Piechoty Nr 22. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 03.09.1917 r., wcześniej uznawany za zaginionego.
Karl Scheffczyk – Wymieniony na I polu inskrypcyjnym. Prawd. chodzi o ur. 03.12.1876 r. w Lyskach, syna Jana i Marianny zd. Kachel (nie udało mi się jednak do tej pory powiązać go z miejscowością). Ten, był milicjantem 1 komp. 1 baonu 3 Śląskiego Pułku Piechoty Nr 156. Informacja o śmierci na liście strat z 25.01.1918 r., wcześniej uznawany za zaginionego.
Józef Mandera – ur. 09.04.1881 r. w Rzuchowie-Łęgowie (pow. Rybnik), chałupnik i górnik, syn Jakuba i Joanny zd. Kłusek. Mąż Marii zd. Staniek, zamieszkały w Dzimierzu. Wymieniony na II polu inskrypcyjnym. Milicjant 2 Śląskiego Pułku Piechoty Obrony Krajowej Nr 11. Informacja o zaginięciu na liście z dnia 24.10.1914 r. Z aktu zgonu wynika, że został uznany za zmarłego przez Królewski Sąd Rejonowy w Rybniku dnia 31.10.1917 r. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 24.05.1918 r.
Karol Mentzner – ur. 21.09.1899 r. w Kornowacu (pow. Racibórz), syn Józefa i Joanny zd. Piechulla. Zamieszkały w Dzimierzu. Wymieniony na I polu inskrypcyjnym. Grenadier i koniuch (brak informacji o pułku). Zmarł w wyniku odniesionych ran dnia 01.06.1918 r. w szpitalu polowym nr 35 w Laon (Francja). Informacja o śmierci na liście strat z dnia 12.07.1918 r.
Józef Kostka – ur. 17.09.1892 r. w Dzimierzu, syn Ludwika i Jadwigi zd. Schawerna. Wymieniony na II polu inskrypcyjnym. Służył w 5 komp. 2 Magdeburskiego Pułku Piechoty Nr 27. Wymieniony jako zmarły na liście strat z dnia 28.11.1918 r., wcześniej uznawany za zaginionego.
Izydor Kostka – ur. 10.01.1888 r. w Dzimierzu, syn Ludwika i Jadwigi zd. Schawerna. Wymieniony na II polu inskrypcyjnym. Rezerwista 2 komp. Rezerwowego Pułku Piechoty Nr 67. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 18.12.1918 r., wcześniej uznawany za zaginionego.
Augustyn Kostka – ur. 26.09.1884 r. w Dzimierzu, syn Ludwika i Marii zd. Kraitschy. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Służył w 9 komp. 4 Śląskiego Pułku Piechoty Nr 157. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 25.01.1919 r.
Paweł Dyrszczka – ur. 20.03.1900 r. w Dzimierzu, syn Franciszka i Wincenty zd. Langocz. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Służył w 2 komp. magazynu polowego 200. Dywizji Piechoty. Zmarł z powodu choroby dnia 05.10.1918 r. Informacja o śmierci a liście strat z dnia 29.01.1919 r.
Antoni Kubitza – ur. 13.06.1891 r. w Dzimierzu, ładowacz (śleper), syn Franciszka i Joanny zd. Blaschczok. Niewymieniony na zachowanych inskrypcjach. Kanonier zapasowego baonu Śląskiego Pułku Artylerii Pieszej Nr 6. Z aktu zgonu wynika, że zmarł dnia 11.10.1918 r. w szpitalu w Charleroi (Belgia). Brak informacji o śmierci na listach strat.
Teodor Miera – ur. 10.03.1886 r. w Dzimierzu, syn Jana i Pauliny zd. Tatus. Wymieniony na I polu inskrypcyjnym (jako jedyny ze stopniem wojskowym). Sierżant 2 komp. 1 baonu 2 Górnoreńskiego Pułku Piechoty Nr 99. Informacja o śmierci na liście strat z dnia 07.11.1914 r. Krótko po narodzinach Teodora (między 1888 r. a 1892 r.) jego rodzina wyjechała do Westfalii, ich dalsze losy były związane z Gelsenkirchen i Bottrop.

Informacja o śmierci Teodora Miery, https://des.genealogy.net/search/show/639043, dostęp: 18.09.2025 r.
Żeby dowiedzieć się więcej na temat śmierci Teodora, przejrzałem dokładnie powyższą listę strat. Na początku opisu pułku znalazłem skrót dot. miejscowości i dat, z którymi należy wiązać wypisane dalej nazwiska. Były to: Pellenberg (Belgia) – 12 września; Bouconville (Francja) – od 14 do 22 września; Hurtebise (Francja) – od 17 września do 5 października; płaskowyż Craonne (Francja) – od 19 do 21 września.

Opis ostatnich walk pułku, https://des.genealogy.net/search/show/375826, dostęp: 18.09.2025 r.
Dalsze informacje przyniosła lektura publikacji o historii pułku aut. dawnego dowódcy II baonu – Hansa Petri (dostęp online). I batalion, w którym służył Teodor brał wtedy udział w walkach na trasie Chemin des Dames. Straty pułku wyniosły wówczas 10 oficerów, oraz 921 podoficerów i szeregowych, z czego za poległych uznano kolejno 4 i 154 z nich. Najcięższe walki stoczono wokół ważnej pod względem strategicznym farmy Hurtebise. Wydarzenia te, zostały w ostatnim czasie upamiętnione za sprawą wystawy czasowej, zorganizowanej przez miejscowe muzeum. Jednym z punktów charakterystycznych farmy były rosnące nieopodal jej murów trzy wiekowe lipy. Co ciekawe kilka lat przed wojną przez ziemię rybnicką przetoczyła się fala zmian w nazewnictwie polsko brzmiących miejscowości. Tak oto w 1908 r. Pstrążna została przemianowana na Fishgrund, Rzuchów stał się Schönburgiem, Dolny Niewiadom zmieniono na Nieder Birkenau, a Dzimierz na Dreilinden, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy właśnie trzy lipy (te zresztą do dzisiaj znajdują się w herbie miejscowości).

Pocztówka z okresu I wojny światowej przedstawiająca lipy z Hurtebise (zbiory własne)
Warto wspomnieć, że informacja o śmierci Teodora ukazała się również w wydaniu „Kattowitzer Zeitung” z dnia 12.11.1914 r. Był to pewnego rodzaju wyróżnik pierwszych miesięcy trwającej wojny, o czym przekonałem się podczas lektury publikacji aut. Artura Studenta: Gmina Gorzyce w czasach Wielkiej Wojny, Krzyżanowice-Gorzyce 2021 (serdecznie polecam, wszystkim rozpoczynającym badania przodków z okresu I WŚ). Jak wyjaśnia autor – początkowo przedrukowywanie informacji z list rannych i poległych było powszechną praktyką lokalnej prasy. Sytuacja ta zmieniła się jednak już jesienią 1914 r. kiedy to z uwagi na rosnące straty zakazano tego typu działań.

Fragment przedrukowanej listy, https://sbc.org.pl/publication/69609, dostęp: 19.09.2025 r.
Józef Miera – ur. 31.01.1891 r. w Dzimierzu, syn Augustyna i Marii zd. Schmieschek. Wymieniony na I polu inskrypcyjnym. Rezerwista 10 komp. 3 baonu 4 Magdeburskiego Pułku Piechoty Nr 67. Informacja o śmierci w dniu 22.08.1914 r. na liście strat z 03.05.1917 r., wcześniej uznany za rannego i zaginionego.

Informacja o zaginięciu Józefa Miery, https://des.genealogy.net/search/show/58081, dostęp: 19.09.2025 r.

Informacja o uznaniu Józefa Miery za zmarłego, https://des.genealogy.net/search/show/5659425, dostęp: 19.09.2025 r.
Szukając lokalizacji ostatniego starcia Józefa sięgnąłem do publikacji dot. historii regimentu, aut. dr. Eduarda Simon (dostęp online). Tam znalazłem informację mówiącą, że w dniu 22.08.1914 r. pułk toczył zacięte walki pod Nouillonpont we Francji. W walkach tych najciężej ucierpiała właśnie 10. komp. III baonu, której stan zmniejszył się wówczas o połowę tracąc 110 podoficerów i szeregowych. Jednym z nich był najprawdopodobniej Józef Miera.
Wielkim zaskoczeniem było dla mnie odnalezienie na listach strat trzeciej wzmianki dot. Józefa. Jest to idealny przykład obrazujący pomyłki, do których dochodziło przy opracowywaniu tych obszernych zestawień. Na liście z 09.05.1916 r. widnieje bowiem informacja o powrocie (zurückgekehrt) Józefa, co jest sprzeczne z późniejszą wzmianką o uznaniu go za zmarłego w wyniku walk z sierpnia 1914 r.

Informacja o rzekomym powrocie Józefa Miery, https://des.genealogy.net/search/show/3794161, dostęp: 29.09.2025 r.
Myślę, że z tą postacią wiąże się również informacja zamieszczona w obszernym nekrologu w „Głosie Górnika” z dnia 10.03.1916 r. Było to pismo oddziału górników Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, wydawane w Bochum (Westfalia). Wymieniony tam Józef Miera został opisany jako mieszkaniec Bottrop, co byłoby możliwe (w kontekście opisywanej osoby) biorąc pod uwagę emigracyjne wątki jego rodziny. W dalszym ciągu czekam jednak na dokument, który by to potwierdził.

Nekrolog w Głosie Górnika, https://sbc.org.pl/publication/594124, dostęp: 19.09.2025 r.
Opisani powyżej Teodor i Józef byli kuzynami. Ich wspólni dziadkowie to Jerzy Jan Miera i Zuzanna Nawroth – protoplaści dzimierskiej linii rodu, którym planuję poświęcić jeden z późniejszych wpisów. Zainteresowanych szczegółową genealogią tej gałęzi odsyłam do zakładki drzewa i wykresy, gdzie znajdziecie wykaz uwzględniający wyżej wymienione rodziny. Przeglądając go, warto sprawdzić ewentualne powiązania z rodzeństwem obu poległych. Biorąc pod uwagę, że I wojna światowa była konfliktem, który pozostawił po sobie tak dużą ilość fotografii, mam szczerą nadzieję, że w jakimś starym, rodzinnym albumie znajdą się również zdjęcia Teodora i Józefa sprzed ich wyjazdu na front. Gorąco zachęcam do poszukiwań!
Niniejszy wpis, rzecz jasna nie wyczerpuje tematu Mierów podczas I wojny światowej. Na dalszym etapie rozwoju strony planuję opisać losy wszystkich pozostałych przedstawicieli rodu poległych podczas tego konfliktu: Wiktora Miery z Rud i Jana Miery ze Stodół, wymienionych na pomniku przed szpitalikiem Rogera w Rudach, Józefa Miery z Golejowa – wywodzącego się z najbardziej znanej gałęzi rodu, Karola Miery z Grabowni – znanego również jako brata Ubalda z Panewnik, oraz trzech przedstawicieli związanych z liniami posługującymi się nazwiskiem w formie „Mira”: Wilhelma Miry z Gliwic, Józefa Miry z Zabełkowa i Franciszka Miry z Olbrachcic. Ten ostatni jako jedyny z wymienionych poległ służąc w szeregach CK Armii.
Zapraszam do sekcji komentarzy i kontaktu,
kolejny wpis już niebawem
AM