Oszust w surducie
Działo się w Wodzisławiu, dnia pierwszego lutego jedentÿsiącosmsetdziewiętdziesiątdziewiątego roku. Tym zdaniem rozpoczyna się jedno z najciekawszych źródeł pozametrykalnych, jakie miałem okazję analizować w ramach prowadzonych badań. Mowa tu o dwujęzycznej umowie notarialnej z 1899 r. odnalezionej przez Artura Olszara podczas jednej z jego licznych wizyt w raciborskim archiwum. Dzisiejszy wpis będzie kontynuacją artykułu: Umowy notarialne w badaniach genealogicznych na Śląsku, w którym zmierzyłem się z powyższym dokumentem. Wspomniany tekst znajdziecie na 50 str. „More Maiorum” nr 2 z 2023 r. (do pobrania tutaj).
Słowem wstępu… wspomniana umowa dotyczyła sprzedaży nieruchomości po wywodzącym się z lyseckiej linii rodu zmarłym zagrodniku Karolu Mierze, który jak podaje „Rybniker Kreisblatt” od 23 lutego 1893 r. pełnił również funkcję ławnika w Pszowie. Z treści dokumentu dowiadujemy się, że: Ten sam dziesiątego marca 1896 roku zmarł i pozostawiÿł na erbow: a) jego zona owdowiała Maria Mira rodzona Kabuth, b) jego dzieci z małzenstwa z tom mianowanom: 1. Carolina, zamenzała kopalnik Johann Schiffczyk w Bottrop, 2. Constantin w Lombriasco w Italiji, 3. Paulina zamęzała kopalnik Franz Marek w Bottrop, 4. Anna, zamęzali kopalnik Hermann Piontek w Lehmkuhle, 5. Adolf, kopalnik w Pschowie.
Jak widać, w momencie spisywania umowy wszystkie dzieci małżeństwa za wyjątkiem Adolfa znajdowały się poza rodzinnym Pszowem. O ile Westfalia (Bottrop, Lehmkuhle) była wtedy jednym z głównych kierunków emigracji zarobkowej mieszkańców powiatu rybnickiego, to za wyszczególnionym w tekście włoskim Lombriasco, kryje się zupełnie inna historia.

Fragment umowy dot. Konstantego Miery, AP Rac 18/119/0/89/3147, s. 294
Ta mała miejscowość niedaleko Turynu na przełomie XIX i XX w. była ważnym ośrodkiem narodowym ze względu na działającą tam w latach 1894-1902 szkołę salezjańską dla polskiej młodzieży. Wychowankami placówki byli m.in. ks. Teodor Waleta – działacz plebiscytowy i proboszcz parafii św. Anioła Stróża w Gorzycach, jak również późniejszy prymas Polski – kard. August Hlond. Z uwagi na brak zachowanej dokumentacji, nie znamy dziś dokładnej liczby uczniów wspomnianej szkoły. Ks. Prof. Marek Chmielewski w swoim artykule podaje jednak, że w latach 1890-1902 do tej i podobnych placówek salezjanie przyjęli szacunkowo od 500 do 700 młodych osób pochodzenia polskiego (cały artykuł tutaj).
Warto zastanowić się, w jaki sposób Konstanty Miera dowiedział się o możliwości podjęcia edukacji w dalekich Włoszech. Dzieło wychowawcze salezjanów było szeroko znane w naszym regionie za sprawą wydawanych w języku polskim „Wiadomości Salezjańskich” (dostępne na Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej). Dużą rolę w propagowaniu działań zgromadzenia odegrali również członkowie Stowarzyszenia Pomocników Salezjańskich, do których zadań należało m.in. szukanie ofiarodawców, czy wspieranie prowadzonych przez salezjanów placówek wychowawczych. Zachowały się relacje, mówiące o pomocnikach, którzy ułatwiali młodym kontakt z salezjanami we Włoszech. Wśród licznego grona członków stowarzyszenia (których liczba w 1897 r. wynosiła 16 tyś.), dużą część stanowili mieszkańcy Górnego Śląska. Przykładem mogą być Karol i Maryanna Glentz z Pszowa, wyszczególnieni jako zmarli pomocnicy w maju 1899 r.

Zmarli pomocnicy z Pszowa, https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/233381/edition/212227/content, dostęp: 04.01.2026 r.
Czytając biogramy absolwentów szkoły salezjańskiej w Lombriasco byłem przekonany, że z biegiem czasu natrafię na wzmiankę mówiącą o dalszych losach Konstantego. Nie mógłbym jednak przypuszczać, że jego historia okaże się tak barwna i mówiąc wprost – dość daleka od świętości… Po raz pierwszy lokalna prasa wspomina o nim 13 czerwca 1906 r. kiedy to w „Rybniker Zeitung” ukazuje się następujący artykuł:
Ein falscher Priester wurde am Sonnabend hierselbst in der Person des fruheren Agenten, Bergmannes und Eisenbrehers Constantin Mira aus Pschow festgenommen. Mira kam mit einem zweiten Herrn in ein hiesiges Lokal mit Damenbediennung und suchte, durch die Iiebäugelnden Blicke der schönen Bierhebe entzückt, deren Gunst zu erwerben, indem er sie zu einem Ausflug einlud. Der Ausflug, den Herr Mira mit der Schönen im Geiste schon verwirklicht sah, ging auch in Erfüllung, jedoch ins – Gerichtsgefängnis. Vorher hatte sich der angebliche Geistliche erst unter sicherer Bewachung bei Herrn Pfarrer Dr. Brudniok über seine Studien, die Befugnis zum Tragen der nur einem ausgeweihten Priester erlaubten Kleidung […]. zu verantworden. Am Sonntag vorm. wurde er dem Untersuchnungsrichter vorgeführt und, nachdem er von hiesigen Bürgern als der frühere Agent Mira legitimiert worden, wieder entlassen. M. giebt an, in Italien Theologie studiert zu haben. Er spricht auch etwas Latein und italienisch. Ob es sich bewahrheitet, daß er in verschiedenen Orten Sammlungen als Geistlicher veranstaltet und wie weit seine sonstigen Angaben auf Wahrheit beruhen, dürsten die Ermittelungen ergeben. Gestern wurde der Herr Kaplan im Polizeibureau „ausgekleidet”, worauf er nach Pschow abdampfte. Vor 8 Jahren arbeitete Mira als Eisenbreher in Paruschowitz
Wzmianka z „Rybniker Zeitung”, https://www.sbc.org.pl/publication/1091725, dostęp: 06.01.2026 r.
Tekst można tłumaczyć w następujący sposób: W sobotę (9 czerwca) aresztowano w Rybniku fałszywego księdza – byłego agenta, górnika i hutnika Constantina Mirę z Pszowa. Mira przybył do miejscowej restauracji w towarzystwie drugiego dżentelmena i zachwycony spojrzeniami pięknej kelnerki, postanowił zdobyć jej względy, zapraszając ją na wycieczkę. Wycieczka, którą pan Mira wyobraził sobie z piękną kobietą, rzeczywiście doszła do skutku, tyle że do więzienia w budynku sądu. Wcześniej domniemany duchowny musiał odpowiadać przed ks. Brudniokiem, pod strażą, na temat swoich studiów i pozwolenia na noszenie stroju dozwolonego jedynie księżom wyświęconym. Rankiem następnego dnia został doprowadzony przed sędziego śledczego i po tym, jak miejscowi obywatele potwierdzili, że jest byłym agentem, został zwolniony. Mira twierdzi, że studiował teologię we Włoszech. Mówi też trochę po łacinie i włosku. Czy prawdą jest, że jako duchowny organizował zbiórki pieniędzy w różnych miejscach, a także na ile jego pozostałe twierdzenia opierają się na prawdzie, pokażą dalsze śledztwa. Wczoraj pan kapłan został „rozebrany” na komisariacie policji, po czym wyjechał do Pszowa. Osiem lat temu Mira pracował jako łamacz w hucie na Paruszowcu.
Tego samego wydarzenia dotyczy również druga wzmianka, opublikowana w „Nowinach Raciborskich” 14 czerwca 1906 r.:

Wzmianka z „Nowin Raciborskich”, https://www.sbc.org.pl/publication/167582, dostęp: 07.01.2026 r.
Powyższe fragmenty wskazują jasno, że Konstanty miał swój własny pomysł na wykorzystanie wiedzy zdobytej podczas nauk we włoskim Lombriasco. Trudno powiedzieć kiedy zaczęła się jego „kariera”, ale wygląda na to, że opisana sytuacja nie była debiutem w jego wykonaniu. Pojawiające się w tekście określenie „Agent” należy tłumaczyć jako pośrednika (pracującego np. w biurze notarialnym).
Następnie po dłuższej przerwie, Konstanty pojawia się ponownie 3 maja 1908 r. w „Rybniker Stadtblatt”:
Warnung vor einem Schwindler. Vor 2 Jahren im Sommer erleichterte hier in Rybnik ein Mann im geistl. Ornat, der angab kath. Geistlicher zu sein, verschiedene Personen um erhebliche Geldbeiträge, indem er vorgab, für sie Messen halten zu wollen. Er machte sich schließlich dadurch verdächtig, daß er in hiesigen Restaurants Frauen zu unsittlichen Handlungen überreden wollte, worauf seine Festnahme ersolgte. Bei einer Gegenüberstellung mit dem hiesigen Kaplan stellte sich sein Schwindel heraus. Da nicht genügend Beweise damals vorhanden waren, ließ man den Schwinder wieder laufen. Später ließ sich derselbe im gestlichen Gewande photographieren und sandte die Bilder mit Bettelbriesen an verschiedene Personen. Er nannte sich Mira und gab an die Gelder zu einer Komreise zu benötigen. Nun wurde er steckbrieflich verfolgt und in Ratibor abgeurteilt, aber nach kurzer Zeit wieder freigelassen. An der Osterfeiertagen tauchte er wieder im benachbarten Ellguth und zwar wieder als Geistlicher namens Mira auf und verübte Zechprellereien. Hoffentlich gelingt es bald, seinem Treiben ein Ende zu machen.
Wzmianka z „Rybniker Stadtblatt”, https://www.sbc.org.pl/publication/1085830, dostęp: 07.01.2026 r.
Treść wzmianki przedstawia się następująco: Ostrzeżenie przed oszustem. Latem, dwa lata temu, mężczyzna w stroju duchownym podający się za księdza katolickiego, oszukał w Rybniku kilka osób na znaczne sumy pieniędzy, udając, że chce odprawić dla nich mszę. W końcu doszło do jego aresztowania, po tym jak wzbudził podejrzenia nakłaniając kobiety do oddawania się nieprzyzwoitym czynnościom w lokalnych restauracjach. Jego oszustwo wyszło na jaw podczas konfrontacji z miejscowym księdzem. Ponieważ jednak w tamtym czasie nie było wystarczających dowodów, oszustowi pozwolono pozostać na wolności. Później dał się sfotografować w tym samym stroju i rozsyłał zdjęcia z prośbami o wsparcie do różnych osób. Przedstawiał się jako Mira i twierdził, że potrzebuje pieniędzy na podróż. Następnie był poszukiwany przez policję i sądzony w Raciborzu, ale wkrótce potem został zwolniony. Podczas świąt wielkanocnych ponownie pojawił się w sąsiedniej Ligocie, gdzie podszywając się pod duchownego dopuszczał się przestępstw polegających na zamawianiu jedzenia i ucieczce bez zapłaty. Miejmy nadzieję, że wkrótce uda się położyć kres jego działalności.
Ostatni fragment na jaki trafiłem pochodzi z 8 czerwca 1908 r. Wtedy to informacja o Konstantym pojawiła się na stronach „Dziennika Śląskiego” i „Katolika”. Kilka dni później tekst przedrukowano w „Nowinach Raciborskich” i „Górnoślązaku”.
– Dla przestrogi! Od pewnego czcigodnego ks. proboszcza otrzymujemy co następuje: Kochani rodacy, jakkolwiek piękną cnotą jest wspierać groszem swoim rodaka, zwłaszcza oddanego wyższym naukom, to jednak i pod tym względem trzeba być wielce przezornym. Dla przykładu, oto, co mi się w tych dniach przydało. Przychodzi – niby student czyli kleryk – w okularach, w czarnym surducie, mężczyzna silny, mniejwięcej 30-letni, przedstawia mi się jako Konstanty Mira ze Pszowa, opowiada o przeszłości swej spędzonej w Rzymie na naukach św. teologii, a następnie w Krakowie, skąd z powodu zamknięcia tamtejszego kolegium XX. Pijarów wydalony, teraz niby w drodze do Holandyi do pewnego zakładu Misjonarzy, i prosi o grosz na podróż. Lubo zaraz spostrzegłem, że to jakieś próżne przechwałki, zwłaszcza, że się czarnem na białem wylegitymować nie mógł, ale słysząc, że nie miał nawet czem noclegu zapłacić, obdarzyłem dosyć hojnie i odesłałem z powrotem do Pszowa. Tymczasem zapytałem się w Krakowie i właśnie dzisiaj odbieram króciutką odpowiedź „że to oszust” który tym sposobem, pipisując [!] się dosyć czystą polszczyzną, od dobrodusznych i ofiarnych współrodaków swoich grosz wyłudza. – Dlatego przestrzegam was, kochani rodacy, nie dawajcie wiary pierwszemu lepszemu, choćby miał i okulary i był w czarnym surducie i choćby nawet poprawną polszczyzną do was przemawiał, bo często właśnie tacy, lubo silni i zdrowi, nie chcąc rzetelnie pracować, nadużywają waszej dobroduszności i ofiarności i jako trutnie grosz wasz nieraz ciężko zapracowany wyłudzają. Na takich darmozjadów zwracajcie w danym razie natychmiast uwagę policyi lub żandarma. […]
Wzmianka z „Dziennika Śląskiego”, https://sbc.org.pl/publication/538072, dostęp: 07.01.2026 r.
Po publikacji listu „czcigodnego księdza” Konstanty znika ze stron śląskiej prasy. Ja z kolei nie mogąc poznać zakończenia jego historii, zacząłem zastanawiać się jaki był jej początek… Wiemy już, że nasz przyszły oszust w 1898 r. pracował w hucie na Paruszowcu. Rok później, dwa niezależne źródła świadczą o jego pobycie w Lombriasco: umowa sprzedaży nieruchomości w Pszowie z dnia 1 lutego 1899 r., oraz odpis notarialny sporządzony w Turynie 2 marca 1889 r. (dołączony później do księgi gruntowej).

Odpis aktu notarialnego z Turynu, AP Rac 18/119/0/89/3147, s. 322-323
Nie wiadomo kiedy dokładnie Konstanty zakończył naukę w kolegium św. Joachima w Lombriasco. Można jednak zakładać, że jego formacja duchowa jak i sam pobyt w zakładzie nie przebiegały najpewniej po myśli przełożonych. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na list anonimowego ucznia szkoły, podpisującego się pseudonimem „Noel” z 9 września 1900 r., który dwa tygodnie później został opublikowany w tygodniku „Praca”. Poniżej zamieszczam jego mały fragment (cały tekst tutaj, s. 5-6):
[…] Jednem słowem program jest prawie całkiem – jedyną zachętą. Jest w nim wspomniane, że nauczyciele pracują na chwałę bożą i pożytek młodzieży. Myślę atoli, że mało jest z tego chwały bożej, jeżeli nas chcą przekuć na Włochów, odbijając kłótki od kuferków i wybierając nam dzieła Słowackiego, Mickiewicza, Sienkiewicza i innych klasyków, a dając nam pisarzy włoskich i to – jeszcze nie najlepszych. Szczególnie kleryk włoskiego pochodzenia signor D… odznacza się w tem szpiegostwie, dokuczając Polakom na każdym kroku. Przez niego opuściło zakład trzydziestu uczni, przez niego opuszczam ja i kilku innych te niegościnne strony. Wystarczy powiedzieć, że signor D… – to prawdziwy młot na polską młodzież… […]
Fragment artykułu z „Pracy”: https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/publication/307076/edition/260599/content, dostęp: 08.01.2026 r.
Mimo że autor artykułu próbował później załagodzić sprawę, a sama redakcja tygodnika pisała wprost o utracie zaufania do niego, temat doczekał się kontynuacji m.in. w „Gazecie Opolskiej”, czy „Orędowniku”. Tam M. Juników, nawiązując do cytowanej relacji, ostrzegał czytelników przed zbyt dużą ofiarnością na cele zagranicznych zgromadzeń. Swoje obiekcje dot. trudności z jakimi borykała się polska młodzież zakończył następującymi słowami: […] większa część (uczniów) mimo najlepszych chęci i szczerego powołania opuszcza zakład po kilku latach. I cóż się stanie z tą młodzieżą zniechęconą – wycieńczoną i do żadnej pracy nie zdatną? Najczęściej powiększa ona zastęp naszych półmędrków brukowych. […] (cały tekst tutaj, s. 1).
Czy to właśnie tak wyglądał początek Konstantego jako oszusta w surducie? Choć wiele na to wskazuje, prawdopodobnie nigdy nie uda się tego w pełni potwierdzić. Tak czy inaczej mimo wszelkich starań oo. salezjanów broniących się później na łamach „Wiadomości Salezjańskich” przez zarzutami M. Junikowa (s. 7-10), trzeba przyznać, że jego słowa dość trafnie opisują dalsze losy bohatera niniejszego wpisu. Być może za jakiś czas poznamy kolejne fragmenty tej przedziwnej historii. Wierzę, że Konstanty jeszcze nas zaskoczy.
Pozdrawiam serdecznie
i zapraszam do sekcji komentarzy
AM